ghetto-freeriders blog

Twój nowy blog

Zapraszam na ciąg dalszy na outdoor-adventure.blog.pl

Miał być wieczorny singlowo-uphillowy chillout i kameralna premiera Karalucha (3km treningowa pętla enduro w TL)… I do pewnego stopnia była, choć Ojciec77 postanowił pokazać się na wstępie z dobrej strony taranując półtora drzewa za jednym lotem i kończąc jazdę prawdopodobnie z naciągnięciem więzadeł. Kilka ujęć z premiery w mikro-galerii… Może kiedyś uda się z TL wycisnąć 5 kilometrowy singletrack? Przyjemnie byłoby się władować na taką pętlę wieczorkiem i… na razie iluzja, ale kto wie.

Nuta (z tuby) + galeria (klik)


Przy okazji otwarcia sezonu bezdechowego na Zakrzówku (szlachta zaczyna sezon kiedy woda ma minimum 20c ;) nasunęły mi się dwa mało wesołe wnioski. Pierwszy dość przygnębiający dotyczył stanu czystości tego pięknego akwenu, który można oddać celnie w dwóch słowach „syf i gnój”. Syf i gnój przewalający się po seledynowej wodzie i otaczających ją mini-plażach. Do tej pory wierzyłem w nasze społeczeństwo, ale konstatacja jest bardzo przykra, a to zdjęcie opowie całą resztę historii, szkoda się produkować. Na jakiś tam paradoks zakrawa obrazek bezdomnego, który przyszedł po 18 powybierać śmieci – przed oczami staje obraz wyspisk śmieci i…

Drugi temat to przerabiana od dłuższego czasu planowana zabudowa Zakrzówka. Każdy może mieć własne zdanie (myślenie NIE pod dyktando lobbujących z reguły na rzecz jakiejś sprawy mediów nawet wskazane), dla mnie naturalne tereny w centrum miasta jak ten powinny być chronione przed nadmierną komercjalizacją, zwłaszcza, że ZK znajduje się praktycznie w centrum Krakowa. Zamiast być „oczkiem w głowie” Urzędu Miasta, wydane zostały pozwolenia na zabudowanie terenu betonowymi osiedlami, które mają stać niemal nad taflą wody. Nie orientuję się jaki jest status obecnych przepychanek pomiędzy zwolennikami pozostawienia ZK w jak najbardziej naturalnej formie, w zdrowych proporcjach z budową sportowych-handlowych ustrojstw, a tymi którzy zalali by go betonem, ale znając życie niebawem ZK zamieni się w kolejną galerię handlową. Pomijam wizję zbudowania plastykowego amfiteatru w kapitalnych wapiennych skałach – no comments. Gdyby nie kasa była priorytetem wokół ZK powstałyby kapitalne ścieżki biegowe, spacerowe, kąpielisko (niekoniecznie luksusowe za xx-pln) etc. 
 

A na koniec dla odmiany coś pozytywnego. Freedivingowe rozdziewiczanie. Pierwsze bezdechy w polskim akwenie… ciemniej, zimniej, mniej przejrzyście, kompletnie inna rzeczywistość niż kolorowe podwodne światy Morza Czerwonego, ale nury wzdłuż pionowych wapiennych ścian, półek, piargów wstrzykują bakcyla. Zresztą chyba nie ma znaczenia gdzie się nurkuje, przedwieczorny podwodny chillout zmęczonych zwłok pod ciśnieniem dwóch atmosfer wyszedł bardzo ok. Temp. wody 19C, termoklina 7m, dalej rześkie 12C, widoczność w zależności od miejsca ~6-8 metrów (bieżące warunki). Ciąg dalszy bezdechowych pląsów i eksploracji podwodnych urwisk pewnie nastąpi…

Foto: Blue Hole/Dahab


Druga w nocy. Wtarabaniam się na szczyt zroszonej podwieczorenym gradem Spalenej (2083m). Wrażenie lądowania na innej planecie. Na horyzoncie szkice czarnych piramid Rohaczy i rozcinający blaskiem noc Księżyc. Cisza wlewa się w żyły. Jest niesamowicie. Przez krótki moment zatopienia się w tym krajobrazie czuję oderwanie od cywilizacji, a przeca to tylko Zapadne Tatry…
 

Nie było elementu planu, który by się po drodze nie rozpadł. Od ~9h marszu bez wody, przez 12kilowy garb na plecach (to się nazywa fastpacking), którego system nośny taką wagę średnio przewidywał, po nieplanowany debet snu i nocny wspin po mokrych granitach w biegowych butach. Ale każdy negatywny aspekt potęgował frajdę pokonywania grani. Przejście skończyło się na 16 szczytach, 6550m przewyższenia (+3450/-3100), 46 km spaceru, 18h szurania butami i 0 min snu.


Nuta M83/Youtube (kliknij)  / galeria (kliknij)


STRAMA – Połączenie Zakopane – Liptowski Mikulasz (również Zakopane – Poprad)

Trasa: Zuberec (762m) – zielony – Horaren pod Bielou Skalou (937m) – czerwony – Biela Skala (1377m) – Radove Skaly (1556m) – Sivy Vrch (1804m) – sedlo Palenica (1573m) – Palenica (1752m) – Zuberec (1806m) – Brestova (1902m) – sedlo Parichvost (1855m) – Salatin (2047m) – Skriniarky (1940m) – Spalena (2083m) – Pachola (2166m) – Banikovske sedlo (2040m) – Banikov (2178m) – Hruba Kopa (2166m) – Tri Kopy (2136m) – Smutne sedlo (1962m) – Placlive/Rohacz Płaczliwy (2125m) – Ostry Rohacz (2087m) – Jamnicke sedlo (1908m) – Wołowiec (2063m) – Sedlo pod Deravou (1860m) – Derava/Łopata (1955m) – Sedlo pod Hrubym Vrvhom (1822m) – Jarząbczy Wierch (2137m) – Jarząbcza Przełęcz (1954m) – Kończysty Wierch (1993m) – zielony -Czubik (1845m) – czerwony – Trzydniowiański Wierch (1758m) – Dolina Jarząbcza – Dolina Chochołowska

Dyst.: 46km | Przew.: 6550m | Czas nonstop: 21h | Szczytów:16



17:03 Rabka. 22 godziny na splecenie cierniowej korony złożonej z 8 szczytów Wyspowego. Czuję tylko, że koniec końców zostanę przez pagóry spacyfikowany. I w sumie o to w tym chodzi. Tylko wtedy brudna woda z rzeki smakuje jak napój bogów, cukier osiąga wartość czystej kolumbijskiej, a szajs-zapiekana z przydrożnego baru powoduje kulinarny orgazm. Tradycja dorocznego lania w terenie powinna być dotrzymana. Jedni mają Kieraty, inni Biegi Rzeźnika, Leadville’y, różnej maści nonstopy, które służą li tylko doprowadzaniu do fizycznej agonii, katharsis zniszczenia, powodując stan totalnego endorfinowego haju… U mnie padło na Wyspowy. Dlaczego? A dlaczego nie.

Nuta zjutuby(kliknij) + galeria (kliknij)


Trasa: Rabka – zielony – Luboń Wielki (1022m) – czerwony – Przełęcz Glisne – zielony – Szczebel (976m) – czarny/Ambona – Kasinka – czarny – Lubogoszcz (968m) – czerwony – Kasina – Przymiarki /Wydarte – bez szlaku/żółty – Ćwilin (1072m) – niebeski – Przełęcz Gruszowiec – Śnieżnica (1006m) – bez szlaku – Dobra – zielony – Łopień (891m) – Przeł.Rydza-Śmigłego – zielony – Mogielica (1171m) – żółty – Przeł.pod Mogielicą – Krzystonów (1012m) – Kutrzyca (1052m) – Jasień (1052m) - zielony/czarny – Lubomierz – Mszana Górna – Mszana Dolna – Rabka

Dyst.: 104km | Przew.: ~4050m | Czas jazdy: 12h42 | Vavg: 8.2km/h | Vmax: 52.7km/h

Podobne trasy:
.: Ucieczka z miasta 2009
.: Mały Szlak Beskidzki 2008
.: Trawers 2008
.: Trans BeskidMały 2007 
.: Trawers 2006


…po drodze ani żywej duszy, sporo nawigacji na czuja + improwizacji. Wskazana raz na jakiś czas odmiana od pomykania prowadzącymi za ręke szlakami. Nie zabrakło tego co jest tak charakterystyczne dla DNA Gorców – piece przez hale, ścieżyny, szybkościówki. Turlając fele w niesamowitej zielono-błękitnej scenerii żałowałem tylko, że jeden z najpiękniejszych miesięcy roku wyparował zalany hektolitrami H2O.

Nuta – Goloka/YouTube + galeria (kliknij)

Trasa: Nowy Targ – Łopuszna – niebieski/czarny – Wysznia – czerwony – Kiczora (1282m) – bez szlaków – Sucha – Wierch Znaki – Kurnytowa Koliba – Przełęcz Knurowska – Cyrla – Knurów – Nowy Targ
Dystans: 59 km | Przew.: ~1300m | Czas: 4h 25min | Vmax: 49.9 km/h


Beskidy od lat cierpią na niedostatek prawdziwych górskich szlaków i ścieżek. Dominują wyorane zwózkami nadleśnictw rynsztoki, które ciężko niekiedy nazwać nawet drogą, a co dopiero „górskim szlakiem”. I niestety elementarz szlaków, które znikają z map dzięki nadleśnictwom i bezmyślnemu wyżynaniu lasów, uzupełniać będą kolejne pozycja.

Dwa tygodnie temu o agonii Baraniej wspomniał Zdan (galeria na BornToRoam.pl). Tym razem padł niepozorny czerwony szlak biegnący z Myślenic przez ruiny XIII wiecznej baszty na szczyt Ukleiny. Fajna, przyjemna ścieżka, chwilami nawet singletrack…a teraz – popatrzcie na zdjęcia. Ukleina od zawsze była obrazem nędzy i rozpaczy, a teraz panowie leśnicy poszli zupełnie po bandzie, serwując pełny pokaz możliwości dewastacji. Jak się to robi ? Wbija tabliczkę – wycinka rekultywacyjna, a następnie demoluje las – galeria.


Zastanawiam się czy prowadząc wycinkę lasów KONIECZNIE TRZEBA demolować również szlaki turystyczne? Czy nie można korzystać z dziesiątek innych zdemolowanych już wcześniej przez te same nadleśnictwa stokówek? Czy typowy polski szlak turystyczny musi koniecznie przypominać rynsztok? Niektórzy słusznie pytają, a co na to PTTK…



Miało być tak pięknie… ostatecznie przez cały 3-dniowy weekend z trudem udało się wstrzelić w krótkie 4-godzinne okienko między jednym zlewem a drugim. Zabrakło może 40minut, żebyśmy wyszli z tego wypadu na sucho. Na szczęście. Wodna metamorfoza terenu wyszła ostatnim ośmiu kilometrom na zdrowie. W kilka chwil pod wpływem intensywnego zrzutu atomów tlenu i wodoru, stoki Jałowca i Opuśnioka (819m) zamieniły się w wodny burdel, łatwe na codzień zjazdy nabrały kolorytu… 
 

Klimatyczne jałowieckie mgły, niedługo przed kompletną załamą pogody

Sama trasa poskładana przez chłopaków 3-4 sezony temu to już właściwie Jajo-klasyk (Lachowice – Jałowiec), na który załapałem się dopiero pierwszy raz w tej wersji. Jak na dość krótką pętlę, intensywny i ciekawy. Polecam zwłaszcze jesli ktoś cierpi na niedoczas – jest do łyknięcia i wsiórski singletrack (Wsiórz-Stryszawa Grn), i chatkowe ścieżyny (schr.Adamy), a podjazdy przepompują trochę tlenu.

Trasa: Lachowice (450m) – niebieski – Wsiórz (750m) – zielony – Stryszawa Górna (520m) – Przełęcz Kolędówki (809m) – żółty – Przełęcz Opaczne (879m) – Jałowiec (1111m) – niebieski – Przełęcz Cicha (775m) – Opuśniok (800m) – zielony+chatkowy – Adamy – Lachowice
Dystans: 18km | Przew.: 1100m | Vmax: 42.0 km/h

ps. Święto wody istnieje naprawdę, ma miejsce 22 marca


Stan endurotransu? Porównałbym go do pojęcia „flow”, który fajnie zdefiniował Csikszentmihaly (sznurek) i który w nieco innej formie znamy z orgazmatycznych odcinków zjazdowych. Nie dopatruje się wielkiej filozofii w kręceniu dwoma pedałami, po prostu gdzieś tam po 3-4h jazdy wtapiasz się w góry, szlaki, huczący wiatr hipnotyzuje, tniesz przed siebie. Niezmącona frajda zapieprzania. Zwyczajnie. Odstrzeliwujesz przełęcze, szczyty, pompy i flaki pracują na granicy, gnasz…

Na przetarcie poszła trasa ocierająca się o przedmurze Gorców, Wyspowy i Makowski. Trzy różne typy terenów (gdyby ktoś mówił, że Beskidy są monotonne), a jedyny brak na jaki możnaby ponarzekać to niestety chroniczny brak singletracków. Ale było chwilami hipnotycznie, ja, dwa pedały, piszczące tarcze ;)

Źwięk TwojaTuba/Harlem (kliknij) + kilka obrazów (kliknij)

Trasa: Rabka – niebieski / bez szlaku – Olszówka – Chabówka (705m) – Potaczkowa (746m) – Adamczykówka (611m) – Mszana – Glisne (634m) – zielony – Szczebel (976m) – czarny – Lubień – Tokarnia – czarny – Groń Kotoński (773m) – bez szlaku – Stróża – Myślenice – niebieski/asfaltado – Kraków

Dystans: 90km | Czas: 6h 55m | Kcal: 4200 | Vavg: 12.9 km/h | Przew.: 1700m | Vmax: 69.2km/h ASF / 45.8 km/h MTB


Odpizd. Ostatnie kilkanaście minut zjazdu. Zasypane liśćmi i kamiennym złomem, ścieżki, drogi, koryta, gdzie niegdzie wiszące pajęczyny. Przecinamy zachodnie ramię Łopienia dziką linią. Co tu dużo gawarit, przy takich zjazdach żal uciekającego przewyższenia, żal, że człek nie zna rozkładu tego typu 3-4 kilometrowych zapomnianych beskidzkich zwózek. Zwózek, które są niekiedy w dużo lepszym stanie niż szlaki – tak zwane tfu – turystyczne.

No nic, starczy grafomanii, bo minus 1230m spadku zjazdów na początek rocku przyjęliśmy z ukontentowaniem, a Ci, Którzy Zapili W DZIEŃ NAJŚWIĘTSZEJ PROHIBICJI niech żałują, posypią głowy popiołem, a postępki swoje przemyślą.

Źwięki JuTuba/NYA (kliknij) + obrazki (kliknij)
Dystans: 26km | Przew.: 1230m | Czas: 3h23 | Vavg: 7.6 km/h | Vmax: 47.8 km/h


  • RSS