2009-11-01 19:10:43 >> Potrójnie jesienna
Plany były ambitne. Palcem po mapie. Wjechaliśmy w teren i szybko zaczęła się ich rewizja. Z każdym kilometrem coraz bardziej zaczynała wygrywać jesienna manana. Nie było sensu nigdzie się spieszyć. Bo po co? Kapitalny klimat z pogranicza jesieni i zimy, zamarzające na postojach przerzutki, ozłocone lasy, nisko wiszące nad krawędziami gór słońce. Było prosto i genialnie. Można tylko żałować, że okres ZPJ trwa w Beskidach krótko, okres eksplozji barw, klimatów i wielkiej frajdy z jazdy... Włóczęgę kończyliśmy na wierzchołku Potrójnej, na kolację pozostawał zjazd przez Smrekowicę i Czarną Górę. Nie podejrzewałem go o taką przyjemność, ale że Żbiku podłapał "Przepływ" odnajdując kapitalne linie biegnące gdzieniedzie na dziko lasem, kończyliśmy jazdę znanym polskim okrzykiem radości "jest kurw*!!" ;) Dystans: 49km | Przew.: 1040m | Czas jazdy: 4h 24m | Kcal: .b.d skomentuj (11) |
|
|||||||