2009-06-22 23:10:38 >>

Podwodny SuperMaraton czyli G3Riders-Podhalański 0:2



Lubań otula mgła wpadająca w odcień czerni, resztki blasku dnia przebijają się już tylko gdzieniegdzie przez ponure korony drzew. Piękny klimacik. W uszach dudni pasujący jak w mordę strzelił do sytuacji Dark Transmission Vadera... Slajdami zlatuję w dół znikającą w mroku trasą. Tylny hamulec starty do aluminium, hamuję już tylko resztką okładziny z przodu. Lecę w dół zmieścić się w limicie czasu ustalonym na godzinę 22.00, ale...pozbawiony już chipa i numeru startowego :) Jadę tylko dla swojej frajdy. Trochę to smutne, że po 11h30min jazdy w mokrych szmatach (klik - przy okazji sprawdziło się dwukamelbakowe rozwiązanie z H2O), przy temperaturach spadających do 5C, mieszcząc się oficjalnie w limicie czasu, nie zostaję sklasyfikowany, ale nawet nie mam ochoty wplątywać się w abstrakcyjną polemikę z Panem Jaworskim (organizator), bo co miałby powiedzieć? Że nie potrafi stosować się do stworzonych przez siebie reguł? Nie byłem nawet wpieniony, po prostu jak się dzieją chińskie jaja, człowiek zaczyna się śmiać. Jedyne sensowne wyjście. Ale o tym za chwilę.

"Jazda" zaczęła się dla nas 5 minut przed startem. Pike Mecenasa po prostu się rozjechał. Uratował nas opóźniony start i Wojtek z Bikeholików. Z wkręconym na 50% gwintem Mecek ruszył w trasę, ale po ca. dwudziestukilku km zerwał łańcuch i pozostała jazda poza klasyfikacją. Niefart.  Warunki były b.ciężkie, z powodu defektów hebli na trasie rezygnowali kolejni maratończycy (działo się to przed półmetkiem 100k, co może da wam wyobrażenie pi razy oko jak wyglądały Gorce), okładziny w tym szlamie ścierały się w ekspresowym tempie. Powoli problem zaczynał dopadać i nas. Najpierw z ochłapem tylnej okładziny zaczął jechać Rafał, od 15.31 również ja pozbyłem się przednego hamulca (po wyciągnięciu starta metalowa część klocka rozpadła się na kawałki). Dla Mecka trasa zakończyła się niestety po 69km jazdy, ale biorac uwagę problemy, z którymi musiał się siłować, respekto.

Mogło być 6. miejsce na dystansie 100k (3355m przew.), ale o 19.17 w Ochotnicy przed początkiem dymania na Lubań, organizator informuje mnie, że "nie dam rady" dostać się do Kluszkowców na 22.00. Quadowcy zabierają mi czipa, nie potrafiąc najwyraźniej zaaplikować stworzonych przez siebie reguł (w regulaminie nie było mowy o żadnych między-limitach na dystansie 100k, o co zresztą 2-krotnie pytałem!! - patrz tutaj). Mimo kur...ego zniechęcenia, decyduję się kontynuować trasę dla swojej satysfakcji. Na dole podjazdu na Lubań startuję z ciekawości międzyczas i dymam. Mieszczę się w limicie mimo zatrzymywania przez quady organizatora, i mimo gadki uciętej z Mecenasem :) Bez wody, bo bufet pomimo, że formalnie miał stać nawet do 20.30 (patrz tutaj) zwinięto przed 19. No comments.


Komedia zaczyna się dopiero później. Na dole dowiaduję się od Rafała, że organizator był oburzony "moją lekkomyślnością" i chciał wysyłać po mnie... GOPR (ja pier....dziele). Pełna abstrakcja, w końcu mieszczę się w limicie! :) Rafał wyperswadowywuje organizatorowi ten abstrakcyjny pomysł i dobrze. Poza tym pytanie stricte retoryczne - czy jeśli zostaję wykluczony z wyścigu i wg informacji orga jadę na swoją odpowiedzialność, jako osoba prywatna, ktoś ma prawo wysyłać po mnie GOPR wbrew jakiejkolwiek mojej woli? Niby z jakiej racji i na jakiej podstawie? :D Może powinienem zostać na dole w Ochotnicy i tam zamarznąć (?), bo organizator zupełnie olał riderów, którzy zdefektowali w najdalszych zakątkach trasy (Rafał po trzecim defekcie został bez hamulców w punkcie oddalonym od mety o 40km z hasłem "umiesz liczyć, licz na siebie" :) Był chłopak, który został 50km od mety...).

Organizacji wstyd, bo mamy dziesiątki b.dobrze organizowanych maratonów, a nazywanie tego maratonu "Polskim Salzkammergut Trophy" jest słabym dowcipem. Nomen omen szef austriackiego Salzkammergut, który lekkomyślnie użyczył nazwy "Podhalańskiemu" i zdecydował się na start na dystansie 25km, zaliczył w wyniku wybitnego znakowania trasy kilometrów prawie 50 :D Na mecie zabrakło makaronu dla chłopaka, który walczył od godziny 4.30 rano do prawie 22 na dystansie 200k. Może dałoby się znaleźć jakieś alibi, gdyby startujących było 900. Ale łącznie na 4 dystansach było około 40. Z kilkoma uczestnikami setki wylecieliśmy w kosmos poza trasę, bo ktoś namalował strzałkę w złym kierunku (był przypadek rezygnacji z dalszej jazdy z tego powodu). Słyszałem gęste tłumaczenia organizatora, który chciał zrzucić winę na wrogie czynniki zewnętrzne (a jakze), gdy tymczasem charakterystycznie podwójnie znakowane sprayem znaki były ewidentnie popełnione przez orga... Takich wpadek możnaby przytoczyć więcej, ale po co? :))) Można poczytać komentarze innych uczestników.

Nie wątpie, że część ludzi będzie miała mimo niedociągnięć, opinię neutralną. Niestety mi się trafił przypadek z czeskiego filmu. Żeby nie było niedomówień, nikogo nie zniechęcam do startu w Supermaratonie 2010. Ten sarkastyczny wpis to jest opis indywidualnego przypadku klinicznego i moich własnych przemyśleń ;) 

Ogólnie cieszę się z tej trasy. Było ciężko. Wodą i błotem można obdzielić kilka maratonów. Sama trasa puszczona bezkompromisowo. Łatwy był w zasadzie tylko pierwszy podjazd (i 90% zjazdów ;) , potem beskidzka rzeźnia. Z trudem udało się dociągnąć na przednim rezerwowym komplecie klocków, ale nie obyło się bez odcinków zbiegania rynsztokami z wodą. Na jednym komplecie okładzin trasy 100k i 200k były praktycznie nie do objechania. Jeśli ktoś lubi hardkor, polecam zdecydowanie wpaść w następnym sezonie, na pewno się nie zawiedziecie. Co do samej organizacji, tu już polecam daleko posuniętą ostrożność ;)

ps. szacunek dla chłopaków, którzy wystarowali na dwie paczki

ps2. zdaję sobie sprawę z trudności zorganizowania takiej imprezy i że błędy muszą się trafić, ale przy tylu wtopach trudno szukać usprawiedliwień
 
SuperMaraton Podhalański Kelly's 2009
Dystans: ~97km (teren 70km, w tym 2km biegiem)
Przew.: 3355m
Czas: ~11h 40min
Miejsce: 6 - dyst 100k, oficjalnie NKL
Waga sprzętu: 16.6kg
Teren: Gorce
Trasa: Kluszkowce (620m) - Bukowinka (932m) / Pasmo Lubania - Łopuszna - Nowy Targ (600m) - Bukowina Obidowska (1039m) - Obidowa (600m) - Stare Wierchy - Tobołów (994m) - Koninki (600m) - Pustka (720m) - Niedźwiedź (500m) - grzbiet Witowa (~580m) - Mszana Górna (480m) - Lubomierz - Przełęcz Przysłop (750m) - Gorc (1128m) - Wierch Lelonek (955m) - Przełęcz Wierch Młynne (750m) - Ochotnica Dolna (480m) - Lubań (1211m) - Kluszkowce


skomentuj (15)