2009-08-02 21:03:54 >> Ucieczka z miasta
Zasiedziałem się ostatnio mocno. Wiry codzienności. Obowiązki. Repetytywność 90%. W końcu pojawiła się Pani Luka. Kalendarzowa. Pierwsza myśl: Beskidy, Gorce, Tatry. Jednym strzałem. 24 godziny non-stop. Pomysł świeży, który mieliśmy przekuć z Failo w twór rzeczywisty, ale z różnych względów nie wypalało. Na znalezienie kompana było za późno, więc pozostała kwestia solo czy w ogóle. 16:20, piątek po pracy, toczę się. Sprawdzam jeszcze w pamięci czy wszystko niezbędne zaległo w cholernie objuczonym plecaku. Toczę się z niepewnością, czy aby na pewno za 24 godziny o tej samej porze będę siedzieć (lub leżec i zdychać) na dworcu w Zakopcu.
Wyjeżdżając miałem sporo wątpliwości. Rozmył je pierwszy przedwieczorny widok ze Świątnik na beskidzki horyzont. Dalej było to dlaczego warto od czasu do czasu się zryć, zarwać noc. Chrzęst przerzutek, nocne szlaki, morze gwiazd nad Gorcami, szalony piechur spotkany o 2:00 pod Turbaczem, dymający do Rytra, poranek u podnóża Tatr, tonący w chmurach wierzchołek Kościelca... itd itd skomentuj (11) |
|
|||||||